Pojechałam zwiedzić zakłady wychowawcze ufundowane przez cesarzową, i tam mój niepokój wzmógł się, stał się jeszcze silniejszy niż w pałacach, wystarczy bowiem, by powiew tyranii Bonapartego przybliżył się do instytucji mających na celu ulepszenie rodzaju ludz¬kiego, a już ich czystość zostaje skażona.
Instytut Świętej Katarzyny składa się z dwóch do¬mów — w każdym z nich mieszka dwieście pięćdzie¬siąt panien należących do rodzin szlacheckich lub mie¬szczańskich. Nadzór nad ich wychowaniem sprawuje cesarzowa, a starania, którymi są otoczone, przewyż¬szają nawet te, jakie bogata rodzina mogłaby okazać swoim dzieciom.
W tym instytucie nawet w najdrobniejszych szczegó¬łach dostrzega się porządek i elegancję, a nabożność i moralność dominuje we wszystkich uczuciach, które sztuka może rodzić. Rosjanki mają tyle wrodzonego wdzięku, że wchodząc do tej sali, gdzie wszystkie pa¬nienki złożyły nam ukłon, nie dostrzegłam ani jednej, która by w tym ukłonie nie przejawiła całej grzecz¬ności i skromności, jakie ta prosta czynność może wy¬rażać. | |
|