Wybrałam, się pewnego dnia do generała Berthier kiedy miał tam być także Pierwszy Konsul. Poniewaa wiedziałam, że bardzo źle się o mnie wyraża, przyj szło mi na myśl, że być może powie mi coś grubiańskiego, jak lubił często mówić nawet kobietom, której mu nadskakiwały. Zanim więc udałam się na to przyjęcie, na wszelki wypadek zapisałam sobie różne odpowiędzi, dumne i złośliwe, które będę mogła mu dać w zależności od tego, co mi powie. Nie chciałam być zaskoczona, jeśli pozwoli sobie mnie obrazić, bo moje milczenie świadczyłoby raczej.o braku charakteru niż dowcipu. Ponieważ nikt jednak nie może być pewny, że w obecności takiego człowieka nie straci rezonu, z góry przygotowałam się,;: by stawić mu czoło. Na szczęście nie było to potrzebne — powiedział mi tylko kilka zdawkowych słów. To samo spotkało tych spośród jego przeciwników, o których mniemał, że po¬trafią mu odpowiedzieć — atakuje tylko wtedy, kiedy czuje się znacznie silniejszy. W czasie kolacji Bona¬parte stał za krzesłem pani Bonaparte i kołysał się na sposób Burbonów, przerzucając ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Zwróciłam uwagę mojego sąsiada na ów, tak już wyraźny, pociąg do królewskości. Ponieważ książęta udzielają długich audiencji nie siadając ani na chwilę, wielu z nich powzięło nieprzyjemną manię kołysania się. W manierach Bonapartego zawsze wy¬czuwa się jakieś skrępowanie, które czyni niezdarny¬mi jego komplementy, ale bynajmniej nie łagodzi jego obelg. | |
|