Starzec o manierach pełnych wdzięku
Odwiedziłam księcia w przeddzień jego wyjazdu. Był to starzec o manierach pełnych wdzięku i o żywej fizjonomii, mimo że stracił oko na skutek jednej z licz¬nych ran odniesionych w czasie pięćdziesięcioletniej kariery wojskowej. Patrząc na niego obawiałam się, że nie starczy mu sił do walki z tymi ludźmi gwałtownymi i silnymi, którzy ze wszystkich stron Europy rzucili się na Rosję. Jednakże Rosjanie, dworacy w Peters¬burgu, w wojsku stają się znów Tatarami i na przy¬kładzie Suworowa widziano, że ani wiek, ani zaszczy¬ty nie mogą zachwiać ich siły fizycznej i moralnej. Żegnając się z marszałkiem Kutuzowem byłam wzru¬szona — nie wiedziałam, czy ściskam zwycięzcę, czy męczennika, widziałam jednak, że rozumie, jak wielką sprawę mu powierzono. Chodziło o obronę lub może raczej przywrócenie wszystkich cnót moralnych, jakie człowiek zawdzięcza chrześcijaństwu, całej godności, jakiej mu Bóg udzielił, całej niezależności, na jaką po¬zwala mu natura. Należało wydrzeć te wszystkie dobra ze szponów jednego tylko człowieka, nie trzeba bowiem oskarżać bardziej Francuzów niż Niemców i Włochów, którzy szli za nim, o gwałty, jakich dopuszczały się jego armie.
| |