Słowa te podyktowała mi egzaltacja, ale przyznaję, że gdybym mogła przewidzieć, co począwszy od tego dnia przecierpię, nie starczyłoby mi siły, żeby odmówić propozycji pana Constant, który chciał zaniechać zwracania na siebie uwagi, aby mnie przez to nie kompromitować.
Dziś, jeśli chodzi o opinię, nie ma znaczenia, gdy ktoś narazi się Bonapartemu. Bonaparte może kogoś zniszczyć, ale nie może pozbawić go szacunku. Wtedy, przeciwnie, naród nie zdawał sobie sprawy z zamysłów tyrana. A że każdy z tych, co cierpieli za czasów re¬wolucji, spodziewał się za sprawą Bonapartego docze¬kać powrotu brata lub przyjaciela czy też zwrotu ma¬jątku, każdego, kto odważył się przeciwstawić cesarzo¬wi, nazywano jakobinem. Wraz z łaskami rządu opusz¬czało nieszczęśnika również towarzystwo. Sytuacja nieznośna zwłaszcza dla kobiety i nikt, kto jej nie doświadczył, nie może znać jej cierni.
Tego dnia, kiedy jeden z moich przyjaciół dał w Try¬bunacie sygnał do opozycji, miało się zebrać u mnie sporo osób, których towarzystwo bardzo lubiłam, ale które wszystkie były związane z nowym rządem. O go¬dzinie piątej dostałam dziesięć bilecików, za których pośrednictwem pewne osoby przepraszały, że nie będą mogły mnie odwiedzić. | |
|